WIOSNA, WIELKANOC 2018  RUDAWY JANOWICKIE, G. IZERSKIE

 

 

 

 

Inne wycieczki - Kamienna Góra , - Izerskie

http://www.tomek.strony.ug.edu.pl/opisy/agatowe

http://www.tomek.strony.ug.edu.pl/sowie

http://www.tomek.strony.ug.edu.pl/opisy/izerskie.htm

Po dramatycznych zaszłościach jesiennych i zimowych i przed powtórną koronorografią w kwietniu, w kiepskim stanie fizycznym i baardzo kiepskim psychicznym, decyduję się na wielkanocny wypad na Dolny. W Kamiennej Górze czeka braterskie napominanie wielce zaprzyjaźnionego Freda (80+) i ew. w góry. TLK zapewniło nam koszmarną podróż w wagonie rowerowym, w bezprzedziałowym wagonie z światłem w oczy całą noc, w piekielnym upale. Za Wałbrzychem, w Sędzisławiu wysiadamy w mroźny słoneczny ranek, z białą zjawą Śnieżki na horyzoncie.

 

 

Do Kamiennej dojeżdżamy paskudną szosą ale żywi (i nie ma się co śmiać, bo już bywało gorzej...). Mamy dzień na przygotowania świąteczne, a pogoda się psuje. Ech, ta Kamienna Góra! Niewielkie chociaż dostojne miasto, ale stara porządna szkoła wychowała tu kilku nietuzinkowych ludzi, o zaskakujących intelektach, jak chociażby mój gospodarz i jego rodzeństwo - mamy tu nieprzejrzany księgozbiór i właściciela z którym można w nieskończoność rozmawiać o łacinie, religii (sam jest ateistą), recytacji Słowackiego á vista, a także chemii i matematyki. No tak, ale wtedy nie pytano uczniów czy chcą czytać lektury szkolne, nie podsuwano im życiowego motta robta co chceta, i nie pytano czy likwidować maturę z matematyki. Tym razem zepsuł mi humor księgą o współczesnej masonerii, żydostwie i knowaniach okultyzmu. Jak macie ochotę to uważnie obejrzyjcie banknot USjednodolarowy. Idziemy jeszcze na koncert w kawiarni, zupełnie sympatyczny. Fred nie jest łatwym dyskutantem - nie stroni od prowokacji ani szyderstwa, obym ja zachował taki intelekt i werwę - w jego wieku. Nieprawdopodobna pamięć.

 

 

 

Polecam Freda opiece Cherubinów, bo tak sam sobie wybrał uważając zwykłe anioły za niedorajdy (a jest znawcą spraw biblijnych. Cherubiny mają po 4 skrzydła, a powinny dzierżyć jeszcze solidny kij na krnąbrnych podopiecznych). Kolejne sympatyczne odwiedziny u rodziny. Po Świętach powrót pogody, decyduję się na kontynuację planu sprzed 2 lat - Rudawy, i potem krótki wypad w Izerskie.

Trasą przez Marciszów (dawno nie widziane Kolorowe Jeziorka w Wieściszowicach zostają z boku), Miedziankę.

 

 

 

 

 

To miejsce szczególne, z epizodem boomu górnictwa miedzi, i jego upadkiem, kolejnym tym razem złowrogim powojennym wydobyciem uranu, i ostatecznym upadkiem. Polecam interesujące wydawnictwo Miedzianka - historia znikania... Za Janowicami skręt w górę w głąb Rudaw. Rower zostawiam zapięty w lesie, a my z pieskiem pieszo podchodzimy wysoko do zamku Bolczów (nie mylić z niedalekim Bolkowem).

 

 

 

 

 

 

 

W planach mam Szwajcarkę do której można wygodniej i szybciej podjechać z Trzcińska, ale my nie mamy już wyboru i musimy pałętać się leśnymi drogami o zmroku przez góry. Po przygodach ze znakami zniszczonymi lub zasłoniętymi przez Służby Leśne i równie karkołomnym co niepotrzebnym podejściem pod Sokoliki (znane miejsce szkółek wspinaczkowych) lądujemy w Szwajcarce. Byłem tu ostatnio dokładnie 50 lat temu... Bryła schroniska jest oryginalna, ale niektóre zwyczaje miejscowe nie bardzo sympatyczne.

 

 

 

Rano zjazd do Trzcińska z widokiem na Sokoliki, i ładna droga płaską dol. Bobru. W Bobrowie pałac w markowanej od lat odbudowie, niedaleko dawne potężne koszary.

 

 

 

 

Kościołek w Wojanowie z kilkoma płytami grobowymi.

 

 

 

Odbudowany niedawno pałac w Wojanowie, takiż w pobliskiej Łomnicy.

 

 

 

Opalamy się godzinę po drodze, w Jeleniej wsiadamy w pociąg z przesiadką na Česke Drahy, do Jakuszyc (najwyżej położona stacja kolejowa w Polsce). W Izerskich zima w pełni, droga pod górę do Orla w śniegu w którym grzęzną opony, kiepsko. Decyduję się pozostać w pustawym schronisku w Orlu, bo z Chatki Górzystów możemy mieć zbyt forsowny powrót do Jakuszyc. Schronisko w budynku dawnej huty szkła Karlstal.

 

 

 

Sympatyczne dwie noce sami w pokoju, cisza, ciepła woda. Rano ostre słońce, idziemy prowadząc rower w kaszowatym śniegu, do Chatki. Po drodze godzinne opalanie w kultowym miejscu nad graniczną Izerą, z bajkowym widokiem na Halę.

 

 

 

 

 

 

Dalsza droga jest częściowo przejezdna, na Hali pozostało niewiele śniegu. W Chatce Górzystów pusto, wita nas nowa ekipa, baardzo sympatyczna, nieprawdaż?

 

 

Prywatne schronisko mieści się w jedynym ocalałym budynku (dawna szkoła) wioski Gross Iser, zniszczonej po wojnie przez sobiepański WOP.

 

 

 

 

 

Państwo Polańscy niedawno przeprowadzili się (zapewne na czas usamodzielnienia dzieci) do Świeradowa, razem z czarnym pieskiem z którym baraszkowała Sunia. Tak zagadałem się z sympatyczną gospodynią, że zapomniałem zapytać czy kontynuowane jest legendarne danie - sławne naleśniki. Noc w Orlu bardzo zimna, wychodzimy wcześnie mając nadzieję na zmrożony twardy śnieg.

 

 

Rzeczywiście, droga jest twarda, ale po wczorajszych +20 C całe odcinki szlaku są jak szklanka. Nie ma mowy o jeździe z pieskiem, ani o prowadzeniu roweru luzem. Przewracam się dwa razy i kawałek stromizny pokonuję na czworakach. Po drodze opalanie, jazda pociągiem do Szklarskiej.

 

 

 

 

W Szklarskiej pokrzepiamy się w barze, a po południu uciążliwy podjazd na Zakręt Śmierci. O zmierzchu pociąg do Gdańska, i nic nie zapowiadało atrakcji kolejowych. A te atrakcje, to tłok jak za najlepszych czasów PRL, znowu światło w oczy całą noc, nie dający się regulować upał, dwa postoje 35 i 45 minut.

 

Kilka dni przedwiośnia, na Dolnym, po paskudnych przejściach w pechową jesień i gnuśną zimę. Aura zupełnie nieodpowiednia na rower. Piękne słońce i śnieg w górach, bardzo słaba kondycja, wróciłem silnie zmęczony, ale w lepszym nastroju. Piesek się wyszalał, i dla mnie wielka satysfakcja... Może w połowie maja rowerem po Kotlinie Kłodzkiej?

 

 

 

Tomasz Pluciński 
nowy adres:  tomasz.plucinski@ug.edu.pl

F

strona główna

F

strona z indeksem opisów turystycznych