UZUPEŁNIENIE - 2010

 

 

Coraz częściej jeżdżę po znanych i opisywanych już trasach, więc tu tylko uzupełnienie o ciekawostki, oraz podsumowanie. Więcej szczegółów trzeba szukać w opisach z ubiegłych lat. Numery przed tytułem dotyczą śladu na schematycznej mapce.   54 - 68

 

54  21 marca    Nw.Dwór – Różewo

Przez Kiezmark trasą elbląską za Nw. Dwór. Skręt w lewo na Różewo; stary pomennonicki cmentarzyk jest oczyszczony z zeschłych zarośli, ale nagrobki w bardzo złym stanie; są ślady bieżącej dewastacji.

 

 

 

Jeszcze nieco dalej na N, zatrzymujemy się na Kanale Różewo, kilkaset metrów po lewej zagadkowy ceglany komin, idziemy tam błotnistym brzegiem.

 

 

 

 

Krzysztof rozszyfrowuje układ dawnej przepompowni parowej (komin pochodzi z kotłowni), zachował się kanał odprowadzający („górny”) i owalne poszerzenie w którym zapewne kiedyś pracowało koło pompujące, na pionowej osi. Krzysztof przedstawia rozsądną rekonstrukcję tego węzła wodnego N54o11,955’  E19o10,412’.

http://www.forum.dawnygdansk.pl/viewtopic.php?t=4950&postdays=0&postorder=asc&highlight=r%F3%BFewo&start=15 

Powrót na Mikoszewo gdzie podejmowani jesteśmy gościnnym obiadem.

 

 

 

 

27 marca    Malbork

Samochodem w kiepską pogodę przez Kiezmark, Ostaszewo, Nw.Staw, Malbork. Wchodzimy do Zamku, celem jest wystawa archeologiczna z okolic. Wystawa okazuje się mało interesująca, za to zwiedzamy po raz pierwszy - udostępnione wnętrze Kościoła Zamkowego.

 

 

 

 

 

 

25 kwietnia    F Tatry

 

55   1 maja    F Iława

 

 

 

56   15 maja    Mikoszewo – Stobiec – Nw.Dwór

Samochodem przez Sobieszewo, Mikoszewo, Jantar, Rybinę, Tujsk, Stobiec w kierunku Gozdawy. Krzysztof prowadzi w rejon resztek węzła wodnego dawnego akweduktu i systemu przepompowego. Zachowało się betonowe koryto suchego już teraz akweduktu. N54o14,465’ E19o10,090’.

 

 

 

Oraz fundamenty wiatraka pompującego. Mój przyjaciel jak zwykle inteligentnie rozszyfrowuje techniczne szczegóły tego urządzenia. Więcej na:

http://www.forum.dawnygdansk.pl/viewtopic.php?p=121109&highlight=#121109    

Dobrze, że jest pożytek z inicjatywy szerokiego udostępnienia starych map. Doczekała się zresztą ona w ubiegłym roku odznaczenia z okazji 90 lat służby kartograficznej WP

 

 

Powrót przez Nowy Dwór jest skomplikowany, bo samochód zostaje w warsztacie w Marzęcinie, a my wracamy autobusem  

 

 

 

 

 

 

57   21 maja    F Złotów

 

 

 

58   3 czerwca    Gdańsk – Wiślina - Wróblewo – Grabiny Zameczek – Suchy Dąb – Koźliny – Tczew

Wycieczka rowerowa Koła Przewodników Beskidzkich, z Zosią i Milą. Ruszamy przez Olszynkę, wzdłuż lewego brzegu Motławy (mamy ją po lewej), Wiślinę. Zwiedzanie cmentarza z odremontowaną mennonicką drewnianą dzwonnicą. Wzdłuż Motławy na SE przez Lędowo do Wróblewa, tu postój pod wiatą niedaleko uroczego kościółka nad rzeką. W Grabinach Michał prowadzi całą grupę na niespodziany poczęstunek: kawa i sernik. Oczywiście niespodziany był tylko dla nas, bo gospodarze musieli sporo się napracować przy piekarniku. W Suchym Dębie kościół. W Krzywym Kole wołamy z pobliskich zabudowań kościelnego opiekuna. Bardzo interesujące wnętrze z malowidłami i lokalną symboliką; na wieży stary mechanizm zegarowy. Pamiętajcie o odwiedzeniu pobliskiego cmentarza z bardzo starymi płytami grobowymi.

 

 

 

 

 

Pozostawiam tu grupę beskidzką, a ja zbieram się do powrotu, bo jutro jadę (sam) z kajakiem na Wdę. Za Koźlinami (pamiętajcie o bogatym wyposażeniu tutejszego kościoła) zjeżdżam w lewo najpierw nad rozlewisko – pozostałość po wylewie z 1829 roku (byliśmy tu wczesną wiosną). I dalej na wał w Ptasznikach; tuż przy dawnej strażnicy wałowej jest stolik z ławkami i tablicą informacyjną. Tu zdzwaniają się moi przyjaciele, których zrugałem bezlitośnie za impotencję organizacyjną. Przecież jest Boże Ciało, piękna pogoda - a te dziady nie chcą ruszyć tyłków z domu na kajak! I obraziłem się na dobre; wyczuli, że tym razem nie ma żartów. Teraz proponują pokornie wspólny wyjazd jutro na Wdę. No dobra… Ostatni raz jeszcze im daruję sabotowanie takich okazji.   

 

 

 

 

59   4 czerwca   F Wda Boże Ciało (zastrzegałem się, że opisu nie będę udostępniał, jednak dla pokrzepienia serc...)

 

 

 

60   12-13 czerwca    Wejherowo – Tyłowo – Dębek – Bagno Białogórskie – Karwieńskie Błota – Ostrowo – Łebcz – Puck – Błądzikowo – Osłonino – Reda

Ruszam po południu z Wejherowa na N. Skręt w lewo na Tyłowo, wzdłuż E brzegu jez. Żarnowieckiego. Przecinam drogę Białogóra – Żarnowiec, wzdłuż Piaśnicy do Dębek. Na plaży chłodno i wietrznie. Wracam kilometr na południe, rozkwaterowuję się na oszklonej werandzie pustego domku letniskowego na bagnach na uboczu. Hotel jest luksusowy; spanie na tapczanie, krzesła i stół; spokój, bo komary pozostają na zewnątrz. Rano wracam do Dębek i robię na W objazd Bagna Białogórskiego. Interesujący teren, prywatne hacjendy, malownicze kępy lasu. Wyjeżdżam na wydmę nadmorską z resztkami wieży radarowej. Przez Dębek, Karwieńskie Błota i Sławoszyno objazd od południa na ładnie zalesione sosnowe wzgórza Kępy Ostrowa. Przez ładny las na Czarny Dwór, na skraju Błot obiad. Dalej Strzelno, Łebcz, Puck. Skrajem nadmorskim do Błądzikowa i wzdłuż potoku do znanego miejsca biwakowego na brzegu zatoki. Już teraz smród z wody jest powalający. Rzucewo, Osłonino i u dołu skarpy przez Mrzezino (na skarpie kręgi kamienne i wiata ze stolikami N54o39,150'   E18o26,845' ) Rekowo i Reda.    

 

 

 

20 czerwca   F Czechy

 

61   3 lipca   F  Krynica Tokmicko

 

 

 

31 lipca   Biebrza

Od dawna wybierałem się na Bagna Biebrzańskie. Próby znalezienia towarzystwa na kajak nieudane. Mam mało czasu, więc wyszukuję wariant z którego jestem dumny: PKP za Ełk do Prostek, wodowanie na rzece Ełk, spłynięcie kilku km i przenoska na Jegrznię, kilka km pod leniwy zapewne prąd, Kanałem Woźnawiejskim na bagna; dalej do Biebrzy i powrót z Osowca PKP. Odczuwam jakieś swędzenie w plecach, więc pytam o realia tego wariantu na grupie kajaki.pl. Bez odpowiedzi. W Prostkach wysiadamy pod granatowiejącym niebem, zakupy - i na wózeczku transport składaka do rzeki ok. 1 km. Nie zdążyłem złożyć kajaka jak lunęła pierwsza nawałnica. Ulewa wracała jeszcze ze 2 razy zanim zwodowaliśmy okręt. Po 2 km kolejną ulewę przeczekujemy pod drzewem. Nie dopływając do Grajewa rozstawiamy się na kiepskim brzegu, w popłochu przed kolejnym deszczem. Noc mokra. Rano komórka nie działa, więc szukamy ratunku w Grajewie, bezskutecznie. Jakieś 5 km za Szymanami rekonesans w Modzelówce N53o36,165'   E22o34,560'. Długo chodzimy z Milą po podmokłych łąkach, ale jakoś rzeki nie umiemy wypatrzyć. W leśniczówce karmią nas ponurą prawdą: Jegrzni nie ma, bo od dobrych 15 lat nie oczyszczano nurtu, koryto doszczętnie zarosło na wiele kilometrów, i woda przesącza się pod ziemią. Żadnej możliwości podwiezienia nie mają… Trudna rada: płyniemy ok. 1,5 km bardzo uciążliwie na N oczyszczonym nieco tylko kanałem; w zabudowaniu w Wykowie znajduję gospodarza który podejmuje się przewiezienia traktorem rozłożonego na drabiniastym wozie składaka. Po ulewach okolica jest pod wodą, będzie to z 10 km, za 100zł. Aż przysiadłem z wrażenia, ale mam do wyboru: albo zaakceptować rozbój, albo wracać do domu. Jedziemy w upale. W miarę zbliżania się do rzeki błoto coraz okropniejsze. Chcę zwodować nie na Jegrzni, ale już na Kanale Woźnawiejskim. Traktor grzęźnie jakieś 300 m od rzeki, tuż obok kanału potężnie zarastającego trzciną. No, te 300 metrów przecież jakoś przepchnę…  Wyładowuję okręt, traktorzysta z bezwstydnym łupem w kieszeni podejrzanie śpiesznie zawraca. Ja idę spenetrować przeciągnięcie kajaka łąką do rzeki, te 300 m. Koszmarna łąka jest pod wodą, bagniste brzegi uniemożliwią wodowanie. Upał i hordy oszalałych atakujących ślepaków. Kiedy wracam, Mili nie ma! Pierwszy raz widziałem psa w panice wkopującego się pod ziemię. Kto stworzył to kąsające wściekłe skrzydlate draństwo?! Wodowanie na kanale bardzo trudne. O użyciu wioseł nie ma mowy, przeciąganie ręczne skuteczne na odległość ok. 40 m. Dalej zarośnięta ściana trzcin. Teraz już tylko marzę o powrocie tych 40 m do miejsca nadającego się do wyjścia z życiem na brzeg, i o uratowaniu kajaka. W upale wyciągam na brzeg kajak i w dzikim tańcu św. Wita oganiania się od ślepaków, rozstawiam namiot N53o36,120'  E22o39,920' naprzeciw nieistniejących zabudowań Dębiec. Zlany potem, z kołaczącym sercem długie godziny czekania na wieczorny chłód w tej namiotowej pułapce. Mglistym chłodnym świtem póki ślepaki jeszcze śpią, szybko składam kajak i z Milą podbiegamy gonieni przez insekty, 3 km do zabudowań wioski Sołki. Mili gospodarze podejmują się ewakuacji sprzętu i podwiezienia do Grajewa. Trzeciego dnia jesteśmy w domu. Najbardziej nieudany spływ w życiu, wydane krocie na transport, urwany dolny bolec wspornika steru. Gdybym jakimś cudem zwodował kajak na zarośniętej Jegrzni, to nikt by mnie nie mógł ewakuować i kajak bym stracił. Pamiętajcie aby na bagna Biebrzańskie wpływać albo od strony Rajgrodu-Jegrzni (jeśli jeszcze i tutaj nie zarosła), albo Augustowa.   

 

 

 

14 sierpnia    F Alpy

 

 

 

62   11-13 września    Czersk – Rytel – Czarniż – Mł. Oczko – Kościerzyna

Z Zosią i Milą pociągiem do Czerska. Cmentarz żołnierzy rosyjskich z I wojny światowej spod Tannenbergu. N53o46,760’ E17o56,815’ Dalej na zachód i do Rytla. Mylof, Giełdon, Męcikał. Jest bardzo ładnie i dość wcześnie, więc jedziemy przez PN Bory Tucholskie: nad zbieg Zielonego i Jeleniego, drogą gruntową na N do Drzewicza. Asfaltem w stronę Brus, zjazd przez Czarniż (Czernica) w stronę Męcikału. Za Czarniżem zjazd nad Kosobudno,

 

 

 

gdzie biwak niedaleko licznych wiat N53o50,150’ E17o39,290’. Noc wilgotna, ale my rozłożyliśmy się już w lesie i nieco wyżej, więc mamy sucho. Ranek słoneczny. Przez Czarniż w stronę Czyczkowów; sporo grzybów, głównie pożądane przeze mnie, a pogardzane przez tubylców płachetki. W Brusach na E Skąpe, mnóstwo grzybów. Popas nad wodą N53o55,570’ E17o48,275’, jazda do Wiela, tu skręt w stronę Borska, mijamy Olpuch, Szenajda. Już o zmierzchu zjeżdżamy na pomost na Mł. Oczku, tu kolacja.

 

 

 

 

Noc pod wiatą na wodzie. Rano przez Stawiska do Kościerzyny, skąd poranny pociąg.  

 

 

 

 

63   18-19 września    Elbląg – Słobity – Pierzchalskie – Elbląg

Namawiam Michała na Wysoczyznę: pociągiem do Elbląga, dalej przez Kamiennik, Pomorską Wieś, paskudne bagienka na Sąpy, Mikołajki, Słobity. W Słobitach kościół z licznymi płytami grobowymi Dohnów (skandaliczne praktyki jednego z poprzednich proboszczów). Ruiny pałacu w Słobitach.

 

 

 

 

 

Rano duże zbiory opieniek. Robi się pochmurno i chłodno. Opryskliwe potraktowanie w rejonie dawnych wojskowych ramp kolejowych – dziś prywatnych baz przeładunkowych węgla i ropy. Czyżby mieli coś do ukrycia jeśli tak bardzo boją się obcych?

Str. Siedlisko, Chruściel, Kurowo, Młynary. W Zaściankach porządna wiata koło boiska sportowego N54o11,030’ E19o40,580’. W Monasterzysku autostrada, Majewo, Milejewo. Za Ogrodnikami, nad stawem po lewej stronie wiata N54o13,950’ E19o30,150’.

 

 

Niestety, jest to punkt zborny zdziczałej młodzieży z Elbląga, radzę unikać. Przez Jelenią Dolinę zjazd do Elbląga. Zwracają uwagę duże prace w mieście; Elbląg niebawem może stać się bardzo atrakcyjny.

   

 

 

 

64   25-26 września    Błądzim – Sokole Kuźnica – Gołąbek – Szlachta - Czarna Woda

W zeszłym roku miałem scysje z Arrivą - o honorowanie biletów łączonych z innymi spółkami; teraz zrobię sprawdzian. Przez Tczew, Czersk, Szlachtę wysiadamy w Błądzimiu. Teraz Arriva już honoruje takie połączenia, więc odwołuję zeszłoroczny apel o bojkot. Przez ładne lasy na S Bruchniewo, stanica Sokole Kuźnica nad Brdą. Do mostu nieczynnej linii Więcbork – Terespol, dalej wschodnim brzegiem Brdy: Zamrzenica, Świt, popas nad Szumionką.

 

 

 

 

Po przecięciu kolei do Tucholi odbijamy na NE w stronę Gołąbka. Do wieży widokowej na Jeleniej Wyspie dobijamy pod wieczór. Wyprawa po wodę do pobliskiej Stążki nie jest zbyt łatwa, bo brzegi są bardzo bagniste. Na piętrze wielkiej wieży jest miejsce do spania dla 20 ludzi. Kolacja. Na łące przed nami hałasują żurawie i kaczki, z pluskiem brnie okazały jeleń.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Rano podjeżdżamy na ulubione łąki na północ od jez. Okierskiego, tu zatrzęsienie podgrzybków. Przez ładne sosnowe lasy w stronę Białej i dalej Rzepiczna, Szlachta, Osówek, Zimne Zdroje. Z Czarnej Wody - PKP.   

 

 

 

 

 

 

65   2-3 października    Lębork - Lipusz  

W Lęborku pogoda robi się niezachęcająca. Jazda na S Maszewo, Cewice. Po prawej, w rejonie resztek stacji kolejowej Helenenfelde stała sobie duża porządna wiata, z paleniskiem, obok domku koła myśliwskiego N54o22,780’ E17o38,900’. Teraz jakaś dzicz zburzyła ławki, stoły i połamała część wiaty. Walają się resztki popalonych desek z ogniska. Polscy Buszmeni… Pogoda robi się paskudna: bardzo zimno, bardzo pochmurno, wiatr. Skracam drogę w kierunku Jasienia, wyjeżdżam na stary asfalt prowadzący wzdłuż E brzegu jeziora. Jasień z zamkniętym jak zwykle kościołem. Przez przesmyk na zachodnią stronę.

 

 

 

 

 

Torowiskiem dawnej linii do Soszycy. Rozstawiam namiocik w ładnym miejscu nad jeziorkiem Dworcowym. Ranek piękny słoneczny, ale wietrzny. Przez polodowcowe wzgórza na SE Parchowo, na S brzegi Mausza.

 

 

 

Rejon pogrodzony, prywatne dacze, płoty. Teren silnie pagórkowaty, zarośnięty buczyną. W połowie S brzegu jez. Sumino, w miejscu dawnej bazy harcerskiej obiad. Na S do Lipusza.

 

 

 

67   9 października     Reda – Wygoda – Bieszkowice – Rumia

Z Redy w ciepły słoneczny dzień tradycyjnie asfaltem na Zbychowo, Nw. Dwór, Borowo. Po prawej cztery ładnie położone wiaty pod lasem, aż proszą się kiedyś o biwak.

 

 

 

 

 

 

 

Bardzo malownicze zarastające jeziorko Rąbówka. Okrążam nieco żmudnie Zawiat i Bieszkowickie, asfaltem w stronę Koleczkowa, skręt w lewo w dolinę Zagórskiej Strugi, wyjątkowo paskudnym brukiem zjazd do Rumii.

 

 

 

66   17 października   Czarlin – Mątowy – Biała Góra – Uśnice – Węgry - Malbork

Porannym pociągiem bydgoskim; tu spotykam drugi raz Kazika, specjalistę od starych map. W Czarlinie jest słońce, ale okoliczne chaszcze w cieniu - są siwe od szronu.

 

 

 

W Mątowach akurat jest msza, a ponieważ w środku byłem wiele lat temu, więc czekam prawie godzinę. Wnętrze jest bogato zdobione.

 

 

 

 

Penetracja północnego upustu wody z Mątowskiego Boru do Wisły jest niemożliwa, bo cała okolica jest zbyt silnie zarośnięta  (gdzieś w pobliżu N53o58,028'  E18o52,612' ?). Coraz mniej pozostaje z 12 Apostołów (dorodne Białodrzewy). Bardzo udane grzybobranie opieńkowe. Również udana lokalizacja drugiego upustu N53o56,781'  E18o53,277' (tego do Nogatu). Z Białej Góry łukiem wzdłuż Różańca na północ.

 

 

 

 

Tajemniczy bunkierek N53o55,536'  E18o54,295' którego historii i przeznaczenia nie znam. Przez Różaniec do rozlewisk na wysokości Żydziej Góry i dalej do Jagow Brücke. Ujście Kanału Uśnickiego do Nogatu jest silnie zarośnięte, jazda przez las w rejon wiaty w Węgrach. Robi się szaro i zimno, a do pociągu z Kwidzyna mam ponad godzinę. Nie opłaci się czekać; na światłach jadę te 8 km do Malborka.    

 

 

 

67   23 października    Reda - Borowo – Wejherowo

Pomstowałem na siedzących w domu lub Kawiarence Pod Żaglami przyjaciół. Aż niespodzianie zdecydowali, że pojedziemy na biwaczek! Ze spaniem na dworze (sic! – prawdziwe bohaterstwo…). Dosiadają się do SKM bez rowerów. Z Redy idziemy koło cmentarza, ale tym razem odbijamy nie na Zbychowo, ale na Wyspowo. Ta trasa chyba jest ciekawsza. Michał po ostatnim epizodzie (tydzień wczasów na kardiologii) dojechał samochodem i sygnalizuje z Borowa, że jest tu zjazd kilkudziesięciu samochodów Rajdu Na Orientację - ale właśnie kończą oni swoją działalność. Nieco okrężnie przez Nw. Dwór do pustych już wiat przy N krańcu jez. Borowo. Jest nas 9 osób, piękne słońce; namioty, uczta. Kluseczki z sosem, pieczona kaczka, serniczek, różniste napitki. I ognisko z pozostawionych wielkich zapasów drewna.

 

 

Następnego dnia pochmurno i zaczyna trochę siąpić. Kończymy zapasy, część samochodziarzy się rozjeżdża. Jadę na Pałsznik, Wygodę; krajobrazy są już bardzo szare. Nad Rąbówką zaczyna ponownie siąpić; wracam na Sopieszyno i zjazd asfaltem na Wejherowo. W lewo podjazd na Kalwarię. I zjazd ostateczny do Wejherowa. Więcej: http://mihurybi.website.pl/Foto/Fotoalbum/album/6-W%20Polsce%20i%20swiecie/2010-10-23%20Biwak%20J.Borowo/index.html

 

 

 

 

 

68   30 października    Smętowo – Błędno - Krzywe Koło – Kasparus – Zdrójno – Łoboda – Śliwice

Resztkę jesieni chcemy załapać w lesie; Michał zaprasza na kolację nad Wdą; ma tam dojechać samochodem. W zatłoczonym pociągu spotykamy Stefana z Panią i psiakiem na rowerze. Stefan był prekursorem turystyki rowerowej w Obwód Kaliningradzki http://inf.ug.edu.pl/~stefan/Hiking/rowery/Klajpeda.html  . Wysiadamy w Smętowie i razem jedziemy przez Kopytkowo. Tu Stefanowie skręcają do swojej bazy w Udzierzu, a my jedziemy prosto na Jaszczerz, Przewodnik, Sobiny (tu przystanek)

 

 

i dalej gruntową drogą nad Wdę, w rejon zwalonego mostu powyżej Starej Rzeki N53 40,045'  E18 20,040'. Przez piękny las wzdłuż rzeki na północ do Błędna, i dalej już o zmierzchu w rejon Krzywego Koła. Nasz fundator już czeka z ucztą; ściągamy z lasu chrust na długi wieczór przy ognisku pod czerwonymi modrzewiami. W namiocie noc była zimna, więc chociaż Mila wytarzała się wieczorem w jakimś smrodzie, nie mieliśmy sumienia myć psa w wodzie.

 

 

 

Rano skorupa szronu na namiotach i stolikach. Kończymy ucztowanie i zostawiamy fundatora w przyrodzie. Jego trofeum fotograficzne pod: http://mihurybi.website.pl/Foto/Fotoalbum/album/6-W%20Polsce%20i%20swiecie/2010-10-30%20Paradaise%20na%20Wdzie/index.html  My jedziemy przez las na Kasparus, tu pojadamy i popijamy przed sklepikiem. Na zachód wzdłuż Brzezianka, rejon nieprzemyślanej nieszczęsnej introdukcji bobrów na Pomorzu (nieszczęsnej bo niestety – udanej…).

 

 

 

 

 

 

Obiad nad jez. Brzezianek. Łąki przed Zdrójnem, dalej wzdłuż górnego Brzezianka nad jez. Krówno. W szarzejącym zmierzchu po piaszczystych ale teraz dość twardych drogach na Łobodę; tu nad jeziorem mini-ogieniek i już po ciemku do Śliwic. Tu o dziwo Arriva wg rozkładu jazdy, przesiadka w Laskowicach. Bilet łączony Arriava/Regionalne sprzedają nam w pociągu bez problemu i bez dublowania opłaty rowerowej i psiej.

 

No, to odwołujemy bojkot, niech się Arrivie szczęści!   W stanie wojny pozostaję jeszcze z pospiesznymi Intercity. 

 

 

Tomasz Pluciński
tomek@chem.univ.gda.pl

F strona główna