**ostatnia aktualizacja 20.12.2016**

 

WDA od CZARNEJ WODY do BŁĘDNA  '2008

 

dalej: WDA od BORSKA do WDY   1-5 maja 2013  

(na końcu) BRDA: SWORNEGACIE - MĘCIKAŁ  22-24 września 2016

         

Dwa lata nie byłem na Wdzie. Tradycyjna irytacja w Boże Ciało, bo rzekomi koledzy-turyści zaplanowali jak zwykle co innego: dla jednych było niespodzianką to, że Boże Ciało w tym roku wyjątkowo przypada w czwartek, a na piątek już się umówili w urzędzie… Jakby nie wiedzieli, że to święto zaczyna się wyjazdem już w środowe popołudnie. Inni marudzą coś o rocznicach komunii chrześniaków, umówionych obiadkach, albo kwękają na prognozy pogody, jeszcze inni cichutko przyczajają się aby uniknąć upierdliwych nagabywań. A ja jestem coraz mniej tolerancyjny dla cholernych maruderów.

Załączam dane WP; nie jestem pewien, czy będą bardzo przydatne, bo dla większości istotniejsze mogą być opisy odległości i punktów terenowych. Ale GPS staje się coraz popularniejszy.

 

W piątek (dopiero!) zabieramy się samochodem Krzysztofa z Hanią, na środkową Wdę. Ja rozstawiam się ze składakiem jakieś 3 km przed Czarną Wodą. Tu niedaleko kończy się zupełnie koszmarny jeden z wariantów niewinnego na pozór Kanału Wdy – Studzienickiej Strugi przez jez. Wieck (ale nie tego Wieckiego z początku rzeki). Pamiętajcie o pokusie: za Borskiem dylemat – albo płynąć prosto i łatwo Kanałem, albo jednak nieco kłopotliwie przenosić na Wdę. Na wprost tylko na pozór łatwo; ale czeka Was istny koszmar któregokolwiek wariantu kanałowego.

 

 

Mój Jantar wymaga na przyszłość porządnego remontu, bo kant środkowego złożenia powłoki w miejscu zgięcia nieco przecieka w wielu miejscach - i doraźnie użycie Poloplastu nie jest wystarczające. Gumowa taśma naklejona chlorokauczukiem? Właścicielowi także przydałby się podobny zabieg na gębę - bo podobno sobie czasem za dużo pozwala. ,

 

Pogoda bajkowa, błękit wody i zieleń brzegu są powalające!

 

Przed Czarną Wodą mostek lokalnej drogi N53o51,928’ E18o04,354’

N53o50,734’ E18o5,502’ po prawej stanica wodna z wiatami

 

 

N53o50,529’ E18o05,480’ most kolejowy na osławionym Ostbahnie i międzywojennym Korridorze http://www.berlinka.pcp.pl/berlinka.html . Odsyłam do opisu krajoznawczego, lektury Na Tropach Smętka Wańkowicza oraz studiów nad przedwojennym Rozkładem Jazdy PKP (oryginalna organizacja jazdy tranzytowej Berlin – Tczew - Königsberg). Pod mostem kamienne bystrze, bez problemu. Zaraz po nim most drogowy, również z niewielkim bystrzem. Tu ok. kilometr transportu kajaka od/do stacji PKP Czarna Woda, z bezpośredniego pociągu popołudniowego z Gdańska.

Po lewej pomnik papieski N53o50,035’ E18o06,057’, biwaczek po lewej pod  cmentarzem.

Stanica Dom Nad Rzeką po lewej N53o9,875’ E18o6,237’

N53o49,759‘ E18o06,653‘ kładka

Niewielkie szypoty N53o49,715’ E18o07,305’, bardzo malowniczo.

Mostek metalowy N53o49,753’ E18o07,845’

Tablica „Wda 125” N53o49,503’ E18o08,129’

Z prawej przystanek z pomostem i wiatą - Złe Mięso N53o49,817‘ E18o 06,435‘

 

 

N53o49,518‘ E18o09,150‘ po prawej biwaczek bez wiaty

 

 

 

N53o49,489‘ E18o09,519‘ most Zimne Zdroje, w prawo do sklepu 200 m

N53o49,773‘ E18o10,557‘ z lewej Struga (koszmarek będący jedną z końcówek Kanału Wdy; a przecież przestrzegałem jak kogo dobrego…)

 

 

 

 

 

 

 

Kot łaził sobie bez smyczy, a rano polazł za samochodem i przez parę godzin trwała bezskuteczna zabawa w chowanego. Ileż to dziesiątek straconych godzin zawdzięczamy temu stworzeniu... A wystarczyłby sznurek zakładany na dwie godziny przed planowym odjazdem. No i jeszcze jedno: pamiętajcie o umieszczeniu na obroży psa, kota - numeru telefonu kontaktowego. Takie proste, a może zapobiec beznadziejnym rozpaczliwym poszukiwaniom.

N53o50,210‘ E18o12,794‘ Czubek, po prawej miejsce dokowania, wiaty, mostek z niewielkim bystrzem po młynie (powoli, płynąć wzdłuż kołków po lewej), po lewej łąka z wiatą i przystanią. Półtora kilometra (teraz utarło się irytujące "półtorej kilometra w półtora godziny") przed Czubkiem do sklepu w Hucie Kalnej przez łąkę ok. 800 m

N53o50,586‘ E18o14,523‘ mostek drewniany Czarne

 

 

N53o51,684‘ E18o15,333‘ biwaczek

 

 

N53o51,721‘ E18o15,856‘ most Młyńsk, zaczyna się trudny teren do biwakowania: zarośnięte niewygodne brzegi, bujne ale podmokłe łąki

 

 

N53o52,458‘ E18o19,118‘ po prawej dobre miejsce biwaczku z wiatą, 150 m dalej most drogowy Osowo Leśne; do sklepu w prawo dobrze ponad kilometr (błędna tabliczka)

N53o50,665‘ E18o21,429‘ most drogowy Młynki, leśniczówka i przystań (bez sklepu)

 

 

 

 

N53o50,323‘ E18o21,293‘ błotnista nieco kłopotliwa przenoska na zwalonym drzewie (przeszkoda pewnie jest czasowa)

 

 

Krępki

 

 

 

 

 

 

N53o49,174‘ E18o20,816‘ kilkaset metrów pieszo, niedaleko wiaduktu droga lokalna/kolej, grób 14 Francuzów z kampanii napoleońskiej

 

 

N53o49,418‘ E18o21,268‘ nieistniejący po wojnie most drogowy. Dla mnie swego rodzaju probierz rzetelności map topograficznych. Nagminnie na mapach są zaznaczone mosty w poprzek jez. Jeleniego we Wdzydzach Kiszewskich, przez Szkarpawę w Chełmku, oraz właśnie tutaj. Mosty te nigdy po wojnie nie istniały (poza znaczkiem na nierzetelnej mapie)

N53o49,395‘ E18o21,639‘ most kolejowy z niewielkim bystrzem. Niedługo po wybudowaniu linii w 1909, Niemcy rozpoczęli jej przebudowę w celach strategicznych. Dowieziono nas tu kiedyś z kajakami okazyjnie drezyną z Lubichowa. Linia w trakcie likwidacji.

 

 

N53o47,923‘ E18o23,334‘ po lewej ostatni niezły biwak niedaleko przed Wdą. Spotkanie z samochodowymi spływowiczami, którzy nie zhańbili się zwodowaniem kajaka; moi towarzysze składają okręt i jadą na poszukiwanie kota. Głupie bydlę znalazło się jeszcze tym razem, po dobie koczowania (nie takie więc głupie w odróżnieniu...)

 

N53o47,034‘ E18o23,343‘ po prawej odpływ na jez. Kochanka (z drewnianymi progami, zarośnięty. Kochanka patrolowana jest z pobliskiego leśnictwa).

 

 

N53o46,907‘ E18o23,702‘ Wdecki Młyn. Wielokrotnie pomstowałem na chamską budowę elektrowni. Teraz nieco lepiej: dwa duże głazy przy wniesieniu do wody usunięte, możliwe jest wodowanie pojedynczego kajaka.

Dalej sporo zwalonych drzew, nieuciążliwe

N53o46,424‘ E18o23,854‘ biwak po lewej

N53o46,022‘ E18o24,466‘ po lewej drogowskaz: „sklep 700 m” (kolejne kłamstwo wodne, jest porządnie ponad kilometr), biwak ze stolikiem

N53o45,912‘ E18o24,565‘ tablica „Wda 80”

N53o44,595‘ E18o25,057’ z lewej wpływ Kałębnicy. Uciążliwa nieco, bo zarośnięta struga na Słone i dalej na Kałębie ("Kociewskie Morze") niezbyt interesujące, z Osiekiem na brzegu

N53o44,349‘ E18o23,610‘ most drogowy Żurawki, z lewej na wysokim brzegu wiaty i stoliki, w prawo1 km do sklepu w Kasparusie; ładny kościółek tamże

N53o44,027‘ E18o23,351‘ ładne miejsce widokowe na lewym wysokim brzegu

 

 

 

N53o42,851‘ E18o22,653‘ tablica „70”

N53o42,751‘ E18o22,575‘ wysoko na lewym brzegu wiata

Od Łubów zaczyna się kolejny bardzo kręty odcinek przełomowy, z bardzo niewielkimi możliwościami biwaku, bez możliwości wyjścia z wody, bez dojazdu samochodem

Na tym odcinku brak zdjęć, bo się spieszyłem, a ręce są tu pełne roboty...

N53o42,518‘ E18o21,907‘ kiepski biwak po lewej, ze złym wyjściem z wody

tablica: rezerwat Krzywe Koło po lewej. Jedna z większych atrakcji Wdy.

N53o42,142‘ E18o20,875‘ most drogowy Błędno

Tu muszę kończyć, bo mam zobowiązania w pracy. Okazją do Śliwic, Arrivą przez Tleń do Laskowic. Kolej była łaskawa niedopasować RJ o 15 minut; mam ponad 2 godziny czekania na elektryczny z Bydgoszczy

 

Załącznik jest  wyrazem zemsty na tych, którzy mogą i lubią (rzekomo) taki rodzaj spędzania czasu, a dali się kolejny raz bezmyślnie zniewolić codzienności. Niech Wam sumienie nie da spokoju! I niech Wam się śnią te Niebiańskie Błękity - w złych snach podczas długich szarych zimowych nocy... Straciliście kolejny niezapomniany czas. Fajnie było na rodzinnym obiadku? To se nevrati, Pane Havranek!

 

 

 

 

 WDA od BORSKA do WDY   1-5 maja 2013  

 

Propozycja Wieśka kajakowej Wdy jest zawsze sercu miła; ale  początek rokuje źle, bo pada sugestia stawienia się na miejscu rano 1 maja. Wiem doskonale jaki będzie scenariusz: część ludzi dojedzie ok. południa, potem będzie rozstawianie samochodów na trasie - i na wodzie będziemy późnym popołudniem. A ostatni dzień także jest tylko zbieraniem samochodów. Dokładnie tak się stało.

 

 

 

 

Pole biwakowe na prawym brzegu obok rozejścia Wda/Kanał Wdy 1,5 km S od Borska. 6 kajaków, bodaj 10 osób, dwa psy (tym razem bez Mili). Mój kajak przecieka nieco, będzie potem podklejanie. Pogoda doskonała, słońce i niezbyt ciepło, na wodzie jesteśmy o 15. Na trasie dobudowano 2 wiatki podobne jak w Złym Mięsie (zdjęcie w poprzednim opisie). Na lewym brzegu nieco poniżej Wojtala jest ona postawiona w bardzo sympatycznym miejscu. Mijane mosty nieczynnych pasażersko obu linii kolejowych są oznaką że sprawa Kolei Metropolitalnej na Kaszuby rozwija się planowo...

 

Wstępem było zlikwidowanie jesienią ruchu pasażerskiego na trasie Kościerzyna – Bąk – Czersk oraz Kościerzyna – Wierzchucin, ograniczenie ruchu Kościerzyna – Lipusz – Chojnice, do rozbiórki linia Somonino – Kartuzy. I ujawniono niedawno plan likwidacji 2000 km (!!!) lokalnych linii kolejowych. Ale w zamian będziemy mieli upragnione Pendolino! (do Warszawy za jedne 200 zł?).

 

Śpimy na znanym miejscu ok. 500 m poniżej mostu Wieck - Klonowice. Zimna noc z bezchmurnym niebem. Koło południa dojeżdża Tadeusz z Marylą. Składanie nowokupionego kajaka, zakupy w Wiecku. Na wodę ruszamy jako ostatni, o 15.30… Mija nas stadko młodocianych głupków na kajakach: wrzaski, płynięcie tyłem lub bokiem jak popadnie, całym stadem. Przed Czarną Wodą jeden z nich właśnie jest wyciągany z wody; po chwili znowu jest pod wodą. Niewielkie bystrza pod obu mostami w Czarnej Wodzie okazują swoje pułapki: kolejny ich kajak tonie. Ale i jeden z naszych także pechowo zawadził o kamień. Na szczęście straty są niezbyt wielkie. W samym Złym Mięsie nie zatrzymujemy się, bo jest zimny wiatr i robi się pochmurno. Do Klanin za daleko, ale towarzystwo znajduje niezłe miejsce wcześniej, przed Jastrzębiem. 

 

 

 

Następnego dnia pochmurno; dojeżdża jeszcze jedna uczestniczka, Natasza prosto z Moskwy. Start o 13.30. Próg w Czubku jak zwykle pokonujemy po lewej trzymając się kołków; most jest zamknięty: wali się ze starości. Biwaczek na wysokości Młyńska, tuż przed strugą z tamami bobrowymi. Piękna panorama meandrującej Wdy wśród łąk, żurawie, sarny.

 

 

 

Ranek słoneczny i upalny, start ok. 11.30. W Osowie Leśnym wyprawa do sklepu; tabliczka 800m tradycyjnie kłamie - jest odrobinę ponad 1500m. Płyniemy leniwie w słońcu.

 

 

 

 

 

 

Tradycyjny biwaczek na wysokości Krępek. Dopływają Tadeusz i Krzysztof z sensacyjną przygodą: podczas klejenia dziury kajaka nadleciała trąba powietrzna i obróciła pusty kajak na brzegu, a popakowane toboły z rzeczami rozrzuciła na wodę i na drugi brzeg; trzeba było użyć drugiego kajaka do akcji.

Tu link do filmiku z przejścia trąby powietrznej niedaleko, z lipca ub.r. http://www.youtube.com/watch?v=dwTyYDeWG08  

Przed północą mamy wizytę zaprzyjaźnionych znajomych z pobliskiego Skórcza.

Rano (no, przesada: 10.30) proponuję obchód miejscowych atrakcji: grób żołnierzy Napoleońskich z 1807; zdjęcie tabliczki możecie obejrzeć w pierwszym opisie *(wyżej). Natasza widzi w nim na pewno pamiątkę po wrogiej armii idącej na podbój jej kraju; my odczuwamy pewnie tradycyjną sympatię. Obiektywnie Napoleon był po prostu agresorem…

 

 

Na północy Polski jest mnóstwo śladów napoleońskich, chociażby http://www.tomek.strony.ug.edu.pl/opisy/kamieniec.htm

 

 

Na drugim krańcu Krępek kolejny grób – Niemcy i Rosjanie. Tabliczki są dziełem miejscowego pasjonata, który również umieścił nad wodą swoją ocenę chamstwa bywających tu dzikich turystów. To moja bratnia dusza, bo ja także nie szczędzę wyzwisk na chamstwo które kwitnie bezkarnie w tym kraju. Muszę koniecznie się z nim kiedyś spotkać.

 

 

Na wodę ruszamy w upale 12.40; we Wdzie przed 14. I tak, z pięciu dni poskładałoby się może niecałe 3…

 

Wiosna była w tym roku spóźniona bezwstydnie ze 2 tygodnie. Pogoda doskonała, jeden dzień bez słońca uchronił przed ciężkim poparzeniem. Motywacja do pływania znikoma. Moim probierzem jest zawsze moment zbiórki; jeśli jest to 1 maja a nie przeddzień, to zawsze się tak kończy. Ale nie ma co narzekać, bo przecież to lenistwo zaakceptowałem. Może tylko jeden uczestnik byłby skłonny popłynąć do Tlenia – ten który jedyny w Borsku był już wieczorem poprzedzającym zbiórkę. Ale rekompensata towarzyska była sympatyczna. Na Wdzie dobudowano dwie nowe wiatki, wyczyszczono zawadzające drzewa w nurcie. Przybyło płatnych miejsc biwakowych, ale dla nas zostało jeszcze dosyć miejsc dzikich. 

  

 

 

 

BRDA: SWORNEGACIE - MĘCIKAŁ  22-24 września 2016

 

W tym roku jakoś pozostał niedosyt pływania, więc z Marysią łapiemy pod koniec września cieple trzy dni, i lądujemy na brzegu Brdy w Swornegaciach (oj, tu się poddaję: Swornegacie - Swornigacie; Swornegaci, Swornigaci, Swornychgaci, Swornychgaciów? Miejscowi też nie wiedzą, więc mówią: Sworów! A wszystko podobno nie od kalesonów, ale od ogacania patykami brzegów Brdy). Podjeżdżają z imieninowym spotkaniem Rogalowie z Małych Sworów. Korzystamy z ich wizyty do rozstawienia naszego samochodu nad Dybrzkiem, aby ułatwić pojutrzejszy powrót. Pogoda się nieco psuje. Spokojne płynięcie po Witocznie, dalej Brdą mijając hałaśliwe skupisko domków przy przesmyku na Płęsno. Małołąckie z łabędziami; tu mamy wiatę biwakową w naprawdę ładnym miejscu.

 

 

 

Namioty, rytuał biwakowy przy palenisku. Marysia prezentuje naprawdę dobry sposób na pieczenie kartofli w ognisku. Z reguły wychodzą one spalone w 2/3, a wystarczy owinąć każdy w folię aluminiową, i można wkładać je niemal do ognia - i są doskonałe. Spokojna noc, nieco pochmurny ranek. Wracamy na Płęsno, tu zaczyna popadywać.

 

 

Potem zatrzymujemy się na krótko na W brzegu pod koniec jeziora. Podpływamy do mostku przy Stawku, idziemy na wycieczkę nad najbliższe z ciągu pięciu jak koralików, jeziorek skąpożywnych. Gardliczno. Powrót przez Małołąckie, pusty kemping Drzewicz przy szosie.

 

 

I wpływamy z popołudniowym słońcem na Dybrzk (Drzewicz).

 

 

 

Wieje dość silnie, pochopnie pomijam sympatyczne miejsce na lewym brzegu. A potem długo nic. Wreszcie umiarkowanie ładny biwak na tyłach nieczynnego ośrodka już niedaleko Czernicy. Rano piękne słońce, leniwe płynięcie do końca jeziora, most kolejowy.

 

 

 

Za mostem na skraju ogródków Męcikału dwaj lumpiarze wypalają w ognisku izolację zwojów kradzionego kabla elektrycznego. Kłęby czarnego smrodliwego dymu. Izolacja PCV kabli jest nadzwyczaj toksyczna przy paleniu: powstają wielkie ilości żrącego chlorowodoru i gazowy rakotwórczy chlorek winylu. Opieprzam drabów, a należałoby zwoływać policję. Pokaz żrących właściwości spalin PCV jest moją rutynową demonstracją chemiczną. Na Kosobudnie znowu wiatr, dłuższy postój przy okrągłej wiacie,

 

 

podpływamy do plaży w Czernicy, zwijanie majdanu, powrót samochodem. Bardzo udane trzy dni lenistwa kajakowego w nadspodziewanie ładną pogodę, i potrójnie dobrym nastroju.   

 

 

 

 

nowy adres:  tomasz.plucinski@ug.edu.pl

F strona z indeksem opisów turystycznych
F strona główna