GOŚCISZEWO - UŚNICE - WĘGRY - BIAŁA GÓRA - BARCICE - BOROWY MŁYN - RYJEWO - MIKOŁAJKI Pom. - BALEWO - WAPLEWO - STARE POLE - KACZYNOS - MICHAŁOWO - JAZOWA - NW. DWÓR - STEGNA - JANTAR - ŚWIBNO   15-19 czerwca 2017

 

dalej: CZARLIN - MĄTOWY - BIAŁA GÓRA - UŚNICE - WĘGRY - MALBORK            17 października 2010

Tu schemat szlaku, na ogólnodostępnej mapce OpenStreet

 

 

 

Od wielu tygodni pogoda szaleje: nie ma trzech dni z ustabilizowaną aurą. W Boże Ciało kasa odmawia sprzedania mi biletu na rower: Europa w polskim wydaniu. Wsiadamy i tak, i kupujemy u konduktora, przesiadka w Tczewie. Linię wyremontowała i uratowała przed rozbiórką kilka lat temu Arriva (wtedy brytyjska, teraz niemiecka); teraz przetarg wygrały PRegio. W Gościszewie start asfaltem na Węgry. Wiele lat temu jechałem tędy piękną kolorową jesienią   http://www.tomek.strony.ug.edu.pl/opisy/wegryjesien  

Powiśle jest malownicze, bardzo historycznie urozmaicone, więc bywam tu często - stąd co trochę pojawiają się wspomnienia i linki. 

Dawną wiatę przejęło agrogospodarstwo Rotmistrz (hophopika i woltowyżerka). W upale szukam uparcie i znojnie dawnej tablicy grobowej, ale poddaję się bo w połowie czerwca bujne zarośla tłumią skutecznie takie penetracje. Po drodze na cegielnię Węgry niewielka wiata ze stolikami, dobra na deszcz. Na szukanie kilku pozostałych granicznych Kamieni Wersalskich również odchodzi mi ochota: upał, wysokie chaszcze z pokrzywami, rower i piesek... W braku faktów odsyłam do opisu dawnej wycieczki

http://www.tomek.strony.ug.edu.pl/opisy/graniczne.htm

Ostatecznie jedziemy na Uśnice; w kolejce do zakładu utylizacji czeka tu z 10 cystern z płynnymi odpadami (no, gnojówką!), niektóre aż z koszalińskiego. Czy aby nie wylądują one po prostu w Nogacie? Kapitalne otoczenie Jagow Brücke skłania do godzinnej ucieczki w cień i odpoczynek od upału. Tu mieliśmy kiedyś biwaczek kajakowy w Boże Ciało  http://www.tomek.strony.ug.edu.pl/opisy/nogat.htm

Jazda na piękną Żydzią Górę, trochę mozolnie okrążamy lasem zielone półkole Różańca. W Białej Górze otoczenie śluzy rozbudowało się turystycznie, sklepik.

 

 

 

 

Jazda wzdłuż wału na Benowo i Barcice, tu dwa cmentarzyki mennonickie. Jak kiedyś, suche daty na steli układają się logicznie i aż proszą się o odtworzenie rodzinnych dramatycznych wydarzeń grudniowych sprzed półtora wieku...    http://www.tomek.strony.ug.edu.pl/pieklo

Teraz już niedaleko do wiaty na wysepce w Borowym Młynie. Niespodzianka, bo wiata teraz już niemal w suchym otoczeniu: stawek prawie wysechł! Ale rozstawiamy się bez namiotu na drewnianym pomoście, żaby drą się jak oszalałe przez całą noc w resztkach wody.

 

 

 

 

Miły jest ten koncert, również przejeżdżające dość często pociągi o 100 m od nas też są sympatyczne, bo linia na Kwidzyn, Grudziądz była o włos od rozbiórki... Noc ciepła i bez komarów. Budzi nas słońce, ale szybko niebo mocno zaciąga się i gdy odjeżdżamy zaczyna pokropywać. W Ryjewie zakupy i jazda w kierunku Mikołajek Pom. W Watkowcach Mł. ładna wieża mieszkalna, w stanie częściowej ruiny.

 

 

Deszcz był na tyle łaskawy (albo się prostu zagapił, głupi), że przyłoił nam dopiero w Mikołajkach. Po półtorej godzinie stania pod daszkiem sklepu jedziemy na Balewo. Kuriozalna tablica niedaleko: czemu tak bardzo tu  kochają wędkarzy?

 

 

Nad jeziorem liczne wiaty, rozkładamy namiot na skraju łąki. Niestety popełniam stary błąd, a wydawało mi się że otoczenie jest tu tak kulturalne... Bo po 19 zaczynają zjeżdżać wędkarze, samochodami z wyszukanym sprzętem. Jeden parkuje 5 m od namiotu, i zaczyna misterium wynoszenia sprzętu, rozstawiania statywów, wędek, zanęt, alarmów, brzęczyków, podbieraków, siatek, fotelików. Każda z trzech osób ma co 10 minut coś do załatwienia w samochodzie, przechodzi obok namiotu szurając kaloszami, za każdym razem dwukrotnie zatrzaskując drzwiczki, nawołując się z pozostałymi towarzyszami. Trwa to od 22 do 3 nad ranem. Tym razem miarka się przebrała i obiecuję opisać w turystycznych sposobach to co myślę o wędkarzach! I mało mnie obchodzi jaki będzie odzew czytelników zgorszonych wyzwiskami.  O 4 nad ranem przyjeżdża samochód i przez godzinę usiłują wciągnąć łódkę na lawetę, o 5 m ode mnie, przy akompaniamencie karczemnych przekleństw i krzyków. Cóż robić: nie znoszę chamów-wędkarzy! Rano jedziemy w kierunku Waplewa; po drodze sielskie krajobrazy dostatku. Nie do wiary, że przez dziesiątki lat komunizmu Polska była importerem żywności, w tym zboża!

 

 

Odsyłam także do interesującego opisu wizyty Wańkowicza w latach 30tych w tej okolicy, u Donimirskich (Na tropach Smętka; w Malborei). W Waplewie wiele się zmieniło od ostatniej mojej wizyty: wyremontowany pałac, przybyło wiele eksponatów i wyposażenia.

 

 

 

I przez okno widzę najmłodszą spadkobierczynię posiadłości - hr. Izabellę Sierakowską-Tomaszewską (tak, żona zmarłego nie tak dawno Bohdana). To ona zasiliła rodzinnymi zbiorami wyposażenie pałacu. Tylko nie pomylcie broń Boże z imienniczką - posłanką z SLD!

http://www.szlachta.org.pl/kronika-1999/izabella-sierakowska-tomaszewska-powraca-do-dworu-w-waplewie.html

Taka już chyba tradycja: patriotyczny altruizm wielu polskich magnatów; chociażby Wł. Zamoyski (dobra Zakopiańskie i Kórnickie).  Podjeżdżam z Sunią, przedstawiamy się, dostaję dedykację w książce i rozmawiamy dłuższą chwilę.

 

 

 

Pani hrabina jest nadzwyczaj bezpośrednia, rozmowa jest prawdziwą przyjemnością, tematów historycznych wystarczyłoby na wiele godzin; a w ocenie współczesności czuję, że też znaleźlibyśmy wspólny język. Odnajdujemy także wątek z dyrektorem pałacu oraz inny - z trzecim rozmówcą.

Przez Tropy i Stare Pole jazda na Kaczynos gdzie mamy umówione spotkanie z Michałem i jego koleżanką. Miejsce niemal kultowe, jedna z dwóch kęp lasu na Żuławach (sosnowego, na piaszczystych wydmach, nad małym jeziorkiem). Nawiasem mówiąc - Katznase - to raczej Kocinos a nie Kaczynos?

 

 

 

O dziwo jest tu pusto, po 19 towarzysze nadjeżdżają samochodem, oboje sympatyczni; rozkładamy maleńki ogienek dla odpędzenia szalejących much; na szczęście niemal nie ma komarów. Rano sielski nastrój w słońcu,

 

 

 

 

a my jedziemy na śluzę Michałowo

 

 

 

i wzdłuż Nogatu na Jazowo. Nie chciałem jechać szosą warszawską, ale innych dróg równoległych od S - brak. Po pół godzinie błądzenia w upale wracamy na nieszczęsną "7", ale i tak przed Nw. Dworem przejazd roweru lub pieszo jest niemożliwy z powodu potężnych wykopów drogowych. Znowu wracamy, objazd przez Różewo (kiedyś penetrowaliśmy z Krzysztofem otoczenie i pozostałości interesującej przepompowni parowej; jest także cmentarzyk mennonicki).      http://www.tomek.strony.ug.edu.pl/opisy/rozewo

Z Nw. Dworu miałem nadzieję załapać się na wąskotorówkę do Mikoszewa, nic z tego, pedałuję więc na Stegnę z przystankiem w Żelichowie.

 

 

W Stegnie także już za późno na ostatni pociąg, więc podjeżdżamy kawałek i rozstawiamy się na plaży w Jantarze. Nawet nieźle jedzie się po plaży w nowych szerokich balonach 1,9"

 

 

 

 

 

Noc malownicza, jasna i ciepła, ale niepomny ostatniego lisiego rabunku w Sowich zostawiam bułkę w torbie na rowerze. Bułka w nocy znikła, fotografuję tylko ślady łapek na piasku. O 7 ruszamy w piękną pogodę, przeprawa promem do Świbna, autobusem 112 do Gdańska.

 

 

Zmordowała nas jazda poprzedniego dnia: ponad 60 upalnych km.      

 

 

 

 

 

 

CZARLIN - MĄTOWY - BIAŁA GÓRA - UŚNICE - WĘGRY - MALBORK            17 października 2010

 

 

Tu schemat szlaku, na ogólnodostępnej mapce OpenStreet

 

 

Porannym pociągiem bydgoskim; tu spotykam drugi raz Kazika, specjalistę od starych map. W Czarlinie jest słońce, ale okoliczne chaszcze w cieniu - są siwe od szronu.

 

 

 

W Mątowach akurat jest msza, a ponieważ w środku byłem wiele lat temu, więc czekam prawie godzinę. Wnętrze jest bogato zdobione.

 

 

 

 

Penetracja północnego upustu wody z Mątowskiego Boru do Wisły jest niemożliwa, bo cała okolica jest zbyt silnie zarośnięta  (gdzieś w pobliżu N53o58,028'  E18o52,612' ?). Coraz mniej pozostaje z 12 Apostołów (dorodne Białodrzewy). Bardzo udane grzybobranie opieńkowe. Również udana lokalizacja drugiego upustu N53o56,781'  E18o53,277' (tego do Nogatu). Z Białej Góry łukiem wzdłuż Różańca na północ.

 

 

 

 

Tajemniczy bunkierek N53o55,536'  E18o54,295' którego historii i przeznaczenia nie znam. Przez Różaniec do rozlewisk na wysokości Żydziej Góry i dalej do Jagow Brücke. Ujście Kanału Uśnickiego do Nogatu jest silnie zarośnięte, jazda przez las w rejon wiaty w Węgrach. Robi się szaro i zimno, a do pociągu z Kwidzyna mam ponad godzinę. Nie opłaci się czekać; na światłach jadę te 8 km do Malborka.    

 

nowy adres:  tomasz.plucinski@ug.edu.pl

F strona z indeksem opisów turystycznych
F strona główna