GODĘTOWO - SASINO - STILO - DĘBKI - ŻARNOWIEC - WEJHEROWO  10-12 września 2016

inne wycieczki w okolicy
http://www.tomek.strony.ug.edu.pl/opisy/debki.htm
http://www.tomek.strony.ug.edu.pl/opisy/debekdebek.htm
http://www.tomek.strony.ug.edu.pl/opisy/leba
http://www.tomek.strony.ug.edu.pl/opisy/ustkaleba
http://www.tomek.strony.ug.edu.pl/opisy/strzebielino.htm

Jakoś w tym roku nie udało się tradycyjne zabiwakowanie na plaży w noc  świętojańską. A jest to niezwykłe widowisko Festiwalu Najkrótszych Nocy, najpiękniejsze bodaj właśnie na plaży. Drugie widowisko - to 12 sierpnia Łzy Św. Wawrzyńca (Perseidy). Liczyłem na wygodny dojazd w sezonie, nową linią PKM z Gdańska przez Słupsk do Ustki. Lipcowa ulewa dała pretekst nie tylko do zamknięcia linii z Wrzeszcza na Kaszuby, ale także owego odcinka do Ustki; zamiast wygodnej jazdy PKM bez przesiadki, połączenie przejęły Koleje Mazowieckie (?), zatłoczonym pociągiem z Warszawy…

Dopiero we wrześniu zbieramy się z pieskiem i rowerem, SKM w stronę Lęborka, licząc na zachęcające prognozy. Na razie kiepsko, wysiadamy w Godętowie: pochmurno, chłodno, nieco siąpi. Jazda na N: w Ciechocinku odbudowana okazała posiadłość pałacowa w dużym parku.

Jedna z bardzo wielu w przymorskim pasie Pomorza Środkowego. Są one z reguły smutno zdewastowane; ta akurat jest wyjątkiem.     http://www.regionslupski.pl/kat,dwory-i-palace.html           http://www.dworypomorza.pl/ 

Sasino bardzo w ostatnich latach rozbudowało się turystycznie. W Osetniku niedaleko Stilo zasiadamy przy plaży w czynnym jeszcze barze, na halibuta „z imponderabiliami”.

Przy okazji: w studenckiej stołówce w latach 70 przeczytałem na tablicy takie oto dumne menu: ”ryba z dorsza” (autentyczne). Do dziś gnębi mnie jeszcze inna notka z jakiegoś ośrodka wyższej klasy, „suropieki wieprzowe”: ot, prawdziwa zagadka bytu godna rozmyślań Immanuela Kanta… A Wańkowicz cytuje menu w jakiejś restauracji przy granicy Prus Wschodnich: Hohenzollerntopf; co w polskojęzycznej karcie przetłumaczono z całym oddaniem jako Befsztyk à la Kościuszko. Więcej perełek językowo-socjologicznych przytacza Bałtroczyk https://www.youtube.com/watch?v=a0fFcsSuO8Y  . Okazały kultowy głaz narzutowy nad dolną  Wdą w Leosi, za niemieckich czasów nazywany Teufelstein (Diabelski Kamień) - teraz nosi zbożną nazwę Kamienia Świętego Wojciecha… A liczne nazwy miejscowości na Warmii i Mazurach to rozdział godny osobnego studium pracy dyplomowej…

Przed latarnią Stilo Sunia dostaje ataku podejrzliwości i zawzięcie szczeka na wszystko; rezygnujemy więc z wyskrobania się na wieżę latarni, i w pochmurną pogodę idziemy na plażę. Rozstawimy się kilkaset metrów od wejścia, a pod wieczór łapiemy jeszcze pierwsze oznaki powrotu pogody.

Ranek nieco mglisty, słońce przebija się niepewnie, piesek od świtu waruje w oczekiwaniu: jechać!.

Ale wkrótce mamy piękne słońce, jedzie się nieźle po ubitym mokrym piasku, Sunia szaleje z falami.

Dłuższy odpoczynek w cieniu zarośli nad Bezimienną (strugą).

Jest spory jak na tę porę roku ruch na plaży (rowery, i ze dwa namioty). Przejechaliśmy tego dnia 17 km, rozstawiamy się dość wcześnie, jakieś 4 km przed Dębkami (z daleka widoczne tłumy plażowiczów). 100 m dalej rozstawia drugi namiot chłopak z dziewczyną, nie kwapią się do kontaktu; najwyraźniej mają swój sposób na zagospodarowanie wieczoru. Kolejny dzień robi się prawie upalny, skręcamy w las i do Piaśnicy dojeżdżamy leśną drogą. W tej okolicy był najbardziej znany, uwidoczniony na niezliczonych zdjęciach, Wersalski Kamień Graniczny nr 1.

http://www.forum.eksploracja.pl/viewtopic.php?f=6&t=8951
http://www.muzeumsg.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=60:oznakowanie-granic-1918-1939&catid=7:infrastruktura-graniczna&Itemid=20  
 

Jakiś czas temu ustawiono replikę kamienia, kilka metrów W od drewnianego mostku na rzece Piaśnicy, wraz z tablicą informacyjną. Mam mieszane odczucia, bo wkopywanie kamienia granicznego jest jednak symboliczne, podobnie jak jego wykopywanie. Traktat Wersalski jest słusznie uważany za akt przywrócenia państwowości Polski. Ale z drugiej strony, utworzenie zniemczonego WMG i jego wrogość do Polski, stwarzały jątrząca sytuację, która ostatecznie doprowadziła do wojny. Oryginalny trójstronny kamień u zbiegu Wisły i Nogatu w Białej Górze nazywany był wręcz Trójkątem Błędów Wersalskich… Polityka ówczesna Anglików nie budzi naszej sympatii. Współczesnym śladem jest poprowadzenie linii kolejowej ze Śląska do Gdyni przez Kościerzynę. Musiała omijać WMG, a ja wracając wielokrotnie koleją do Wrzeszcza, zawsze miałem dylemat gdzie należy wysiąść; ot, takie prywatne odpryski wielkiej polityki… Wydawało się, że uruchomienie PKM nareszcie usunie te niedogodności. Ale połączenia Gdańska z Kościerzyną nie ma, przesiadka zajmuje 25 minut, co w praktyce czyni sensowną jazdę dawną trasą przez Gdynię. Władze PKM-SKM skutecznie zniweczyły sens połączenia. Od grudnia ma funkcjonować nowy RJ. Z bezpośrednim połączeniem Kościerzyna - Brętowo - Wrzeszcz. Ale szybki pociąg ma opuszczać przystanek Brętowo. Szumnie reklamowane sztandarowe rozwiązanie łączone węzła autobus - PKM - tramwaj, z wjazdem na ten sam poziom, z kosztowną estakadą tramwajową, parkingami samochodowymi, rowerowymi - stanie się nieprzydatne. Ręce opadają!  

Wracając do Kamienia: podobne pamiątki pozostały w kilku miejscach dawnych granic Polska - Niemcy, Polska - WMG, Polska - Prusy Wschodnie. Są one cenną pamiątką, ale wkopanie repliki jest dla mnie emocjonalnie wątpliwe. Tym bardziej, że wyjaśnienia na tablicy informacyjnej są zbyt skąpe; pomijam fakt, że kamień wkopano w miejscu w którym nigdy go nie było… Ostatnio zrobiłem się wrażliwy na symbole takie jak np. dwujęzyczne tablice miejscowości, również na Kaszubach. Takie czasy… Granice są niedopuszczalnie gwałcone. Podobno w skansenie w Nadolu są dwa inne wykopane kamienie graniczne.

 W Dębkach odnajduję na peryferiach trzy domki z dużymi gankami, które nadają się jako miejsca schronienia na deszczową noc. Jazda gruntową drogą w kierunku Żarnowca, zjazd nad pobliską Piaśnicę w ładnym zalesionym miejscu. Nieco dalej do drogi przylega ogrodzona działka z blaszanym hangarem, po działce biegają dwa pieski, które rozpaczliwie witają każdego przybysza.

Mają swoje budy i wodę, ale nie rozumiem po co na takim odludziu mają być one uwięzione? Robię zdjęcie, a po powrocie piszę dwa maile: jeden do Powiatowego Lekarza Weterynarii w Pucku, drugi do Komendy Policji w Pucku. Następnego dnia telefon; Lekarz Weterynarii błyskawicznie zareagował, pyta o dokładną lokalizację; potem ponowny telefon: namierzył właściciela, będzie interweniował. Wkrótce niezależnie telefon z Policji: także zlokalizowali właściciela pensjonatu z Dębek, który na cały sezon (!) zamyka tam psiaki aby nie płoszyły mu wczasowiczów. Będzie pouczenie i zagrożenie karą na przyszłość. Jestem naprawdę zbudowany odzewem Weterynarii i Policji: nie tylko błyskawicznie zareagowali, ale z całym zaangażowaniem nawiązali kontakt i poinformowali o wyniku. Naprawdę przywraca to wiarę w profesjonalizm i wrażliwość Służb! Możecie więc liczyć nie tylko na sprawność służb w Pucku, ale na sympatyczne ludzkie relacje. Z satysfakcją odnotowuję przywracanie w terenie posterunków policji, zwiększa to moje poczucie bezpieczeństwa. Moje doświadczenia z Służbą Graniczną są także bardzo pozytywne. Pozostają tylko trudne moje relacje z SOK…

W Piaśnicy pomnik zbrodni związanej jednak z dawną wrogą granicą z Niemcami; a niedaleko ujścia rzeczki która tu gdzieś się zaczyna, wkopano replikę słupa granicznego... Nie umiem sformułować komentarza, ale jakoś to dziwne.

Jazda asfaltem Krokowa - Wejherowo jest jak zwykle niebezpieczna i radzę wybrać inną trasę.  

 

 

Z WEJHEROWA NAD MORZE  (przed laty)

Z Wejherowa tradycyjnie jedzie się na północ trasą na Piaśnicę, Krokową, Dębki. Droga prowadzi przez lasy. W Piaśnicy masowe groby z lat ostatniej wojny tych wszystkich, którzy znajdowali się na liście niewygodnych dla niemieckiego okupanta, Polaków. Przede wszystkim inteligencji, nauczycieli, urzędników, księży, chorych. W Krokowej okazały

odbudowany kilka lat temu pałac w sporym parku. Siedziba kontrowersyjnego nieco stowarzyszenia polsko-niemieckiego patronowanego przez ród von Krockow.

Proponuję jednak jazdę trasą o wiele bardziej malowniczą. Z Wejherowa w kierunku na Słupsk, po ok. 4 km. w Bolszewie skręcić w prawo, w kierunku Choczewa, Żelazna. Po lewej stronie jazda u podnóża malowniczego masywu polodowcowego Góry Pomorskiej, po prawej otwierają się pyszne rozległe łąki wokół jez. Kniewo. Z dna jeziora wydobywany jest wapień dla pobliskiej cementowni Orle. Z prawej towarzyszy tor nieczynnej kolei Wejherowo-Choczewo, z odnogą do dawnej budowy elektrowni jądrowej Żarnowiec. Gdyby tę odnogę przedłużyć kilka km na północ, byłby to najszybszy sposób wywiezienia mieszkańców Trójmiasta nad pełne morze, zamiast na ciągle skażone wody Zatoki Gdańskiej. Przed Rybnem trasa przecina pradolinę Łeby-Redy, sielskie krajobrazy łąk i wzgórz.

W Rybnie ew. w lewo dojazd w rejon górnego zbiornika elektrowni szczytowej Żarnowiec. Z korony zbiornika imponujący widok z wysokości ok. 120 na jez. Żarnowieckie i otoczenie. 

My zjeżdżamy do Opalina. Prosto droga przez Czymanowo, Nadole i Wierzchucino.

Przed wojną środkiem tej drogi wokół jeziora biegła granica polsko-niemiecka.

Omyłkowe przejście niewłaściwą stroną drogi mogło skończyć się odtransportowaniem przez Niemców do Lęborka (ostrzega przed tym M.Orłowicz w swoim Przewodniku). W Nadolu mini-skansen. 

Za Opalinem skręcamy w prawo jadąc wzdłuż imponujących transformatorów elektrowni. Na kolejnym skrzyżowaniu: w lewo wzdłuż wschodniego brzegu jeziora. Mijamy księżycowy krajobraz dawnej budowy elektrowni jądrowej oraz późniejszych inwestycji strefy przemysłowej Żarnowiec. Trudno oprzeć się refleksji: tak piękny zakątek został zrujnowany dla nieprzemyślanych i chybionych inwestycji... Do niedawna droga ta była przegrodzona rogatkami, przez które strażnik łaskawie przepuszczał według swego widzimisię (a raczej za równowartość butelki piwa). Za Lubkowem przecinamy drogę Puck-Wicko. (w prawo 2 km do Żarnowca) Dalej jazda po betonowych płytach (trwają tam prace drogowe) przez Łąki Żarnowieckie na północ, zbliżamy się do płynącej po lewej stronie Piaśnicy. W odległości ok. 1 km od Dębków można zjechać w lewo na dobre miejsce biwakowe w lasku nad Piaśnicą. Dębki (Dębek): dawna granica z Niemcami, malownicze ujście Piaśnicy do Bałtyku.

Drogę plażą na wschód, w stronę Jastrzębiej Góry i Władysławowa odradzam: w sezonie nieprawdopodobny tłok, za Jastrzębią Górą plażę zalega rumosz skalny z silnie podmywanego klifu. Kamienie uniemożliwiają wręcz jazdę rowerem, również męczące jest przejście pieszo.

Wzdłuż brzegu jedziemy na zachód, szerokie wspaniałe plaże białego piasku, czysta woda. Z reguły nad pełnym morzem klimat jest znacznie ostrzejszy niż nad Zatoką Gdańską; nawet podczas upału wieje chłodny wiatr, nie czuje się operowania słońca, łatwo więc o oparzenie. Silny wiatr stale niesie po plaży drobny piasek, konieczne zabezpieczenie aparatu fotograficznego, korzystne jest posiadanie wiatrochronu plażowego. Jeśli wieje silny typowy wiatr zachodni, warto całą wycieczkę zaplanować w kierunku odwrotnym! Wzdłuż brzegu ciągnie się las sosnowy na wydmach, czasami przylega on do samej plaży. Jazda po pasie mokrego piasku przy samej wodzie nie jest zbyt zdrowa dla roweru. Trzeba wybrać: albo porządnie nasmarować (łańcuch) chroniąc rower przed korozją, ale przylepiając mnóstwo piasku mechanicznie ścierającego tryby. Albo jechać "na sucho" ryzykując szybszą korozję (ja jeżdżę "na sucho"). Możliwość jazdy jest zmienna w zależności od stopnia ubicia piasku, szerokości opon i ciężaru roweru. Bez trudu można zaplanować dystans 25 km, w ten czas wliczone jest dłuższe plażowanie. Szczególnie piękne są długie wieczory w końcu czerwca: nawet o północy nie jest zupełnie ciemno.

W rejonie Białogóry i Lubiatowa piękne krajobrazy przy drogach dojazdowych z głębi lądu do tych miejscowości. W rejonie Lubiatowa wyjątkowo dorodne wrzosowiska. Pomiędzy Białogórą i Lubiatowem do morza wpadają dwie strugi; warto zaopatrzyć się w wodę, później nieprędko będzie kolejna okazja. Przy planowaniu zjazdów z plaży warto posługiwać się licznikiem rowerowym; miejscowości są dość daleko od brzegu, na plaży brak jest oznaczeń, poza sezonem można nie napotkać żywej duszy na dystansie wielu kilometrów. Teraz sprawę rozwiązuje GPS. W Lubiatowie kilka dalb w morzu, podtrzymujących kabel: są to urządzenia badawcze Instytutu Morskiego. Latarnia morska Stilo od strony plaży jest niezbyt dobrze widoczna; zauważa się ją dopiero po przejściu 2-3 km na zachód. Z Łeby powrót do Lęborka.

http://www.babelki.infinity.net.pl/opis/13.html 
http://www.babelki.infinity.net.pl/opis/16.html  opisy szlaków w najbliższej okolicy

 

INNA  WYCIECZKA: Godętowo - jez. Czarne - Choczewo - Lubiatowo - Dębek - Żarnowiec - Wejherowo  21-22 lipca 2005

Już wiele dni trwają koszmarne upały. I ja i Mucha dusimy się nocami w pocie, trzeba spróbować wyjazdu w plener. Jest Zosia z Milą, więc decydujemy się nad pełne morze. Wyjazd SKM na Lębork wieczorem, aby minął najgorszy upał. Pociąg zatłoczony, stoję zlany potem, Mucha rozpaczliwie ziaje. W Orłowie awaria: stoimy koszmarnie tam prawie godzinę. Przesiadka w Wejherowie; do Godętowa dojeżdżamy przed 23, już prawie po ciemku.

Nabieramy wodę, instalujemy światła, mościmy psy - i jazda po ciemku. Łęczyce, potem dość stromy podjazd w górę. Mijamy wioski, a jadąc pomiędzy polami zagłębiamy się na zmianę w niecki z zastoiną nieruchomego chłodnego i wilgotnego powietrza, lub w resztki dziennego upału. Intensywne mocne zapachy nocnych pól i ziół; takiej atmosfery nigdy nie da się przeżyć za dnia. Jeźdźcie rowerem nocą! (i miejcie nadzieję, że w tym kraju pijani mordercy za kierownicą będą wreszcie skutecznie tępieni; teraz nawet nie wolno o nich powiedzieć: ”wariaci drogowi” - bo zaczynają lament różni wielce uczeni obrażeni psychiatrzy). Tak docieramy na wysokość Salina (tam bardzo ładny dworek), do rozejścia na Dąbrówkę, a 20 m dalej skręt w żwirówkę nad Czarne. Już po północy, ciemno kompletnie, po prawej oczko. Dalej przez chwilę błądzę, Mila korzysta z okazji i pędzi w czarny las z ujadaniem: dziki; na szczęście jej nie dopadły. Tafla Czarnego; na piaseczku rozkładamy namiot. To bodaj jedyne dostępne miejsce nad tym dużym jeziorem, w dodatku bardzo piękne.

Rano wstajemy jeszcze w chłodzie; woda tu jak zawsze pomarańczowa od humusu, ale do picia się nadaje. Bywają tu dokuczliwe mrówki. Dopiero teraz widzimy tablice zakazujące wjazdu w powodu suszy. W Mierzynie skręt w lewo na Żelazno. Po drodze piękne widoki na łąki i kępy lasu. W Choczewie zakupy, skręt na Osieki

(trzeba kiedyś zjechać nad jez. Choczewskie, podobno jest tam miejsce biwakowe). Zaczynają się ładne lasy sosnowe. W Lubiatowie do plaży jedziemy nieco od wschodu, wzdłuż wysychającej rzeczki. Sosnowy las na piaszczystych wydmach, wrzosy, plaża umiarkowanie zatłoczona, biały piasek,

upał potężny przeczekujemy pod osłoną płachty na ramie roweru. Noc w kierunku na wschód, jakiś kilometr przed Strugą Bezimienną (to nieliczne wzdłuż plaży źródło pitnej wody). Kolorowe niebo zaciąga się burzowymi chmurami; raptowny krótki deszcz o zmroku.

W nadmorskim lesie stada komarów z zębami jak rekiny, na plaży jest ich mniej z powodu niewielkiego wiatru.

Kolejnego dnia znowu upał. Wysokie wydmy; niektóre są ruchome, jak w Łebie. Tłok plażowy w Białogórze;

mam dosyć tej patelni: proponuję jazdę lasem, wzdłuż plaży. W odległości 1 km, a czasem kilkuset metrów od plaży ciągnie się dawna wojskowa droga, kiedyś płytowa, dziś miejscami zniszczona i piaszczysta.

W latach 60-tych plaże nad pełnym morzem były w zasadzie niedostępne, za wyjątkiem rejonu 500 m od miejscowości, a nawet i tam tylko do zmierzchu; piasek wieczorem był grabiony, aby rano było widać, czy pod osłoną nocy nie wysadzono szpiegów. Sosnowy las na pofalowanych stromych wydmach, jagodziska.

Przed Dębkami trasa staje się bardzo atrakcyjna: las gęstnieje, pojawiają się zarośla i świerki. Na wschodnim brzegu Piaśnicy tuż koło mostku umieszczono tablicę upamiętniającą dawną granicę z Niemcami. Tablicy już nie ma, bo po pierwsze, mogła mieć kontrowersyjny wydźwięk; po drugie: lokalizacja była chybiona, bo granica nie biegła tu Piaśnicą, a wydmami - jakieś 200 m na zachód (ujście leżało w całości po polskiej stronie).

Sam rejon ujścia jest bajkowo piękny, byle tylko nie w sezonie!

W Dębkach tłumy koszmarne, a na plaży rozsiadł się potwór w postaci pawilonu disco ze wzmacniaczami służącymi zapewne do homogenizacji mózgu, dręczącymi swoim rykiem i łomotem na 5 km. Kolejny nocleg 2 kilometry dalej, w osłonie wiklinowego płotka plażowego.

Kolory wieczornego nieba znowu niesamowite.

Rano decyzja powrotu. Dębki (wg. innych: „Dębek”); dalej jedziemy nie płytową drogą wzdłuż Piaśnicy (polecam jednak tę trasę, bo jakieś 1,5 km dalej nad samą rzeczką jest doskonałe miejsce biwakowe w lasku nad wodą, a również warto przejechać nieco dalej na drugą stronę Piaśnicy - i cofnąć się w stronę plaży, w rejon interesujących kęp lasu) - ale asfaltem na Odargowo. Droga prowadzi pomiędzy zawsze zielonymi wilgotnymi łąkami, potem skrajem kęp lasu, potem dość stromy podjazd na krawędź skarpy; Żarnowiec. Jest akurat msza, wchodzimy od strony zabytkowego ceglanego krużganka klasztornego, stare pachnące wnętrze, malowidła i ołtarze. Mucha cierpliwie czeka, ale Mila ujada rozpaczliwie. Na polach Żarnowieckich Łąk instalacje czerpiące gaz ziemny. Drogą wzdłuż wschodniego brzegu jez. Żarnowieckiego,

księżycowy krajobraz jak po wybuchu na pustyni: chybiony pomysł Strefy Przemysłowej oraz EJ Żarnowiec. Mam nadzieję, że jednak pomysł nie odżyje znowu: można pokazywać wycieczkom do czego prowadzą głupie ambicje lobby przemysłowo-energetycznego. Opalino: jeśli macie czas, warto skręcić na Czymanowo, tu elektrownia szczytowa Żarnowiec z kilkoma rurami tak wielkimi, że mógłby do każdej wjechać autobus; stąd warto wyskrobać się na koronę zbiornika górnego. Ponad 100 m podjazdu, imponujący widok na okolicę. W Nadolu niewielki skansen. Środkiem drogi przed wojną biegła granica; M.Orłowicz przestrzegał przed nieuwagą, bo patrole niemieckie idących zachodnią stroną aresztowały i dostarczały do Starostwa w Lauenburgu celem „śtrafowania” (ciekawe, jak miały jeździć polskie furmanki z Nadola w stronę Wejherowa). Stromy podjazd, zjazd w piękną i zieloną pradolinę Redy/Łeby. W Rybnie przecinamy nieczynną kolej Wejherowo-Garczegorze; tamta trasa drogowa jest bardzo malownicza. Z lewej rozległe łąki doliny Piaśnicy. Za Rybnem warto pojechać w lewo trasą alternatywną: Warszkowo i skrajem malowniczych łąk i ładnych lasów nad Redę w Orlu i do leśniczówki Miga tuż przed trasą Krokowa-Wejherowo, już na skraju miasta.

My jednak jedziemy na Bolszewo i Wejherowo.

Załączone zdjęcia: Zosi i moje. Sylwester na plaży w Lubiatowie: http://www.tomek.strony.ug.edu.pl/inauguracja2000.htm

 

Tomasz Pluciński
nowy adres:  tomasz.plucinski@ug.edu.pl 

F strona główna